olej, płótno, 50 × 81 cm (68 × 99 cm z ramą)
sygn. p. d.: „W.STRIOWSKI"
Proweniencja:
– Kolekcja prywatna (zakup w 2007 r. w domu aukcyjnym Hermann Historica w Monachium)
„W autentycznej prostocie flisackiego folkloru intuicyjnie wyczuł temat atrakcyjny, nowy w kręgu gdańskiego malarstwa. Był świadom, że nowatorstwo realistycznie ujętej sceny flisackiej stworzy szansę na sukces” (…) M.Góralska, Wilhelm August Stryowski, [kat. wystawy], MN Gdańsk 2003 r., s. 46
„W czasie podróży po Nadrenii, Westfalii i Holandii uwagę Stryowskiego przyciągnęła naturalna prostota życia ludu i malarz łatwo poddał się urokowi jego autentyzmu i odrębności kultury. Prawdopodobnie obserwował spław drewna i towarów Renem. Być może już wtedy zainteresował go malowniczy widok tratw i barek, krzątających się na nich ludzi i romantyka ich pracy. Malownicze obrazy poruszyły wrażliwą wyobraźnię i zapadły w pamięć artysty. W trakcie długich wypraw za miasto, nad Wisłę mógł Stryowski odnaleźć pamiętany znad Renu widok. U ujścia Wisły do morza kończyli swój spław polscy flisacy, od wieków wędrujący rzeką na tratwach z odległych, południowo-wschodnich terenów nadbużańskich, Lubelskiego, Powiśla i okolic Krakowa”. Ulanów, leżący u ujścia Tanwi do Sanu był niejako kolebką flisków. Budowano tam tratwy i uczono bezpiecznego prowadzenia długich spławów rzekami, stamtąd też pochodzili najlepsi retmani. Wisłą spławiano produkty rolne i drewno. Towary transportowano specjalnymi statkami spławowymi, a drewno w formie tratw. Flisacy byli prostymi ludźmi, ubogimi wieśniakami najmującymi się do flisu dla zarobku. „Ich praca i życie toczyło się niezmiennie przez stulecia, upływ czasu nie pozostawiał tu widocznego śladu. Zwyczajny na pozór element codzienności nadwiślańskiego miasta handlowego dla Stryowskiego przedmiotem wnikliwej obserwacji i wspaniałym motywem malarskim. W autentycznej prostocie flisackiego folkloru intuicyjnie wyczuł temat atrakcyjny, nowy w kręgu gdańskiego malarstwa. Był świadom, że nowatorstwo realistycznie ujętej sceny flisackiej stworzy szansę na sukces” (…) „Temat flisackiego folkloru powracał w twórczości Stryowskiego do samego końca. Pierwszy obraz „Obóz flisaków nad Wisłą” namalował w 1858 roku (Ilustr. 1). Już w grudniu, w sezonie wystawienniczym 1858/59 gdańskiego Kunstverein wystawił to malowidło za 120 talarów. Obraz zdobył nagrodę i zakupiony został do zbiorów Kunstverein (dziś zbiory MN w Gdańsku). Natomiast ostatnią, niedokończoną pracą z tej serii byli „Flisacy” z roku 1913 (Ilustr. 2). Trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, ile kompozycji złożyło się na cały cykl, wiadomo jednak, że sceny flisackie przewijały się w obrazach prezentowanych przez artystę na wystawach aż do roku 1911”. „Praca nad cyklem obrazów z flisakami poprzedzona została ogromną ilością szkiców i rysunków. Materiał ten pozwala zapoznać się z warsztatem pracy artysty. Rysunki zdradzają doskonałe operowanie ołówkiem czy piórkiem, ale ujawniają też niezwyczajny zmysł obserwatora, graniczący z naturalizmem, wzmocniony uporem w dążeniu do wyrażenia prawdy o egzystencji i zwyczajach flisackiej braci. Rejestrował całe sceny, postacie i detale, przenosząc je później wiernie na płótno. W rysunkach rozpoznać możemy flisaków z krakowskiego — rosłych, schludnych i wesołych mężczyzn, ubranych w białe, płócienne siermięgi, w konfederatkach lub wysokich kapeluszach na głowach. Ci znad Bugu, zwani Rusinami lub Małorusinami, są niscy, wynędzniali, brudni i ponurzy, często bosi, odziani w bure, samodziałowe kapoty (zwykle obszarpane i połatane) lub w same tylko koszule wypuszczone na wierzch. Głowy ich nakrywają wykonane z samodziału okrągłe, bure czapki z czterograniastym denkiem, z przyczepionymi na rogach pstrymi kutasikami. Niekiedy jedni i drudzy nosili słomkowe kapelusze o dużych rondach. Towarzyszące im kobiety, w prostych ubiorach wieśniaczek, zdobiły głowy czepcami na drewnianej obręczy, tzw. peremitkami, charakterystycznymi dla wschodnich terenów Europy”. „W obrazach ze scenami wielofiguralnymi artysta przedstawiał jednych i drugich, połączonych jednakim bytem – we wspólnej zabawie przy dźwiękach skrzypiec lub krzątaninie w obozowisku. Zawsze gorliwie rejestrował nieodłączne flisackie atrybuty — skrzypce i fajkę. W serii rysunków poświęconych gruntownym studiom nad konstrukcją tratw, przekazał nam wiedzę o technice spławu. (…) Inne, często pospiesznie robione szkice, są źródłem dokładnych informacji o życiu na tratwach i odpoczynku w czasie postoju. Odnajdujemy w nich szałasy i namioty o różnorodnych konstrukcjach (tzw. „skarbówki”), ubogie sprzęty wyplatane z wikliny oraz naczynia. W obrazach elementy te uzupełniają i urozmaicają sceny – wtapiając się w całość kompozycji stają się mniej zauważalne, lecz stanowią o prawdziwości przedstawienia. Stryowski malował flisaków w dużych grupach. W obozie na wiślanym brzegu, na tle panoramy Gdańska i na tratwach zacumowanych na rozlewisku rzeki, w wieczornym nastroju, słuchających muzyki skrzypiec i pląsających przy świetle ogniska lub w pełnym słońcu, na nadwiślańskich wydmach – wesołych i roztańczonych”. Cytowane fragmenty pochodzą z: M.Góralska, Wilhelm August Stryowski, [kat. wystawy], MN Gdańsk 2003 r., s. 46–47, 53
„Popularność Stryowskiego jako malarza i kolekcjonera rosła, dawno już przekroczywszy granice miasta, w którym żył i pracował. Stanowisko konserwatora i kustosza Muzeum Miejskiego oraz funkcja sekretarza Kunstverein jeszcze wzmocniły jego prestiż. Nawiązane przez artystę liczne kontakty z innymi środowiskami sprawiły, że stał się osobą bardzo popularną. Licznie odwiedzający Gdańsk przybysze z Polski, Prus, Niemiec i Rosji uważali za punkt honoru złożenie wizyty gdańskiemu artyście.” M.Góralska, Wilhelm August Stryowski, [kat. wystawy], MN Gdańsk 2003 r., s. 31 „Ciężki jest los flisaka i ciężka jest jego praca, wiosną puszcza się on na wodę i powraca dopiero późnej jesieni, a przez ten cały czas narażony jest na niewygody a nawet niebezpieczeństwa. Przy wielkich powodziach tratwa rozbić się może, a flisak znaleźć śmierć w nurtach rzeki, nie dziw więc, że gdy na jesieni z zarobionym groszem zdrowi do domu wracają cieszą się z rodzinami swemi i weselą. Takie właśnie chwile przedstawił artysta” . Komentarz do reprodukcji drzeworytniczej „Powrót flisków” z 28 sierpnia 1893 roku. „Wędrowiec” 1893,(R.XXXI),28.08., nr 36, s.569