ołówek, papier, 31 × 24 cm w świetle passe-partout
sygn. monogramem wiązanym p. d.: „JS”
„Ilustracje do „Quo vadis” rysowałem całymi wieczorami, nie chcąc w dzień wypuścić pędzla z ręki”
(słowa Jana Styki cytowane [w:] Czesław Czapliński, „The Styka family saga, Saga rodu Styków”, Nowy Jork 1988, s. 34)
Prezentowany rysunek ukazuje scenę walki Ursusa z Krotonem, zaczerpniętą z dramatycznego momentu powieści Henryka Sienkiewicza „Quo vadis”. Jan Styka stworzył cykl ilustracji do ów dzieła literackiego, wykonując przy tym ponad 200 rysunków oraz malowideł w technice en grisaille. Namalował także 15 prac olejnych. „Przyjechałem do Paryża na Wystawę Światową z projektem wystawienia „Męczeństwa chrześcijan w cyklu Nerona”, nie z zamiarem osiedlenia się w Paryżu […] Skutkiem wystawy zjawił się w mojej pracowni wydawca Ernest Flammarion. Człowiek śmiały i bardzo poprawny, z którym od razu się porozumiałem i postanowiliśmy zrobić wielkie wydawnictwo. […] Kiedy imię moje nabrało coraz większego rozgłosu we Francji, poprzez wykonanie wspaniałego wydawnictwa Flammariona „Quo vadis” i przez coroczny udział w Salonie Paryskim, wówczas zwracać się zaczęli do mnie wystawcy i wydawcy z różnymi propozycjami.” (Czesław Czapliński, „The Styka family saga, Saga rodu Styków”, Nowy Jork 1988, s. 33–35) Analogiczny temat pracy był reprodukowana na pocztówce. (il. I) (il. II) „Ursus wchodził już prawie do domku, gdy szelest kroków zwrócił jego uwagę, więc przystanął, a ujrzawszy dwóch ludzi złożył sito na balustradzie i zawrócił ku nim. – A czego tu szukacie? – spytał. – Ciebie! – odparł Winicjusz. Po czym zwróciwszy się do Krotona zawołał prędkim, cichym głosem: – Zabij! Kroto rzucił się – jak tygrys i w jednej chwili, zanim Lig zdołał się opamiętać lub rozpoznać nieprzyjaciół, chwycił go w swoje stalowe ramiona. Lecz Winicjusz zbyt był pewien jego nadludzkiej siły, by czekać na koniec walki, więc pominąwszy ich skoczył ku drzwiom domku […] Oto Ursus trzymał w ramionach jakiego człowieka, całkiem przegiętego w tył, z przechyloną głową i z ustami we krwi. Ujrzawszy ich raz jeszcze uderzył pięścią w tę głowę i w jednym mgnieniu oka skoczył jak rozjuszony zwierz, ku Winicjuszowi. „Śmierć! ” – pomyślał młody patrycjusz. A potem usłyszał, jakby przez sen; okrzyk Ligii: „Nie zabijaj!” – następnie uczuł; że coś jakby piorun, rozwiązało jego ręce, którymi ją obejmował, wreszcie ziemia zakręciła się z nim i światło dnia zgasło w jego oczach.” (Henryk Sienkiewicz, „Quo vadis”, Warszawa 1927, s. 126–127.)